A co tam u naszych bohaterów? Po ucieczce z Bergen i przygodach na morzu wróciła łasica Ina i zaczęło być ciekawie. Niespodziewanie też pojawia się Staszek, okazuje się, że nie tak łatwo jest się go pozbyć ;). No a potem... przeczytajcie sami (zresztą nie mam po co tego pisać, jeśli czytaliście trzy poprzednie tomy, z pewnością sięgniecie i po czwarty).

Jak już wspominałem ciągła akcja nie pozwala zamknąć książki i czytać, czytać, czytać, aż okazuje się, że jest późna noc, a do porannej pobudki zostały nam cztery godziny :). Oko jelenia jest tak skonstruowane, jakby kolejne tomy były podzielone z konieczności (książki byłyby za grube), a autor stosuje chwyt jak z seriali telewizyjnych. Mianowicie pod koniec każdej kolejnej części cyklu dzieje się COŚ co pobudza naszą ciekawość tak iż nie da się spać, nie da się wyrzucić Oka jelenia z głowy, po prostu trzeba dostać następną część.
Fanom Pilipiuka ale nie tylko zdecydowanie polecam!
W zasadzie mogę się podpisać pod tym, co napisałeś.:) Teraz czeka na mnie na półce tom piąty i pewnie jak tylko uporam się z Lynchem, to się za Pilipiuka wezmę (chyba, że mi się Gaiman brutalnie do kolejki wepchnie, bo stoi w kącie i ewidentnie coś knuje...).
OdpowiedzUsuńLynch? Nie wiem czy o tego Lyncha Ci chodzi, bo ja teraz Twin Peaks oglądam ;)
OdpowiedzUsuńA na piąty tom poluję w bibliotece :D
Chodzi mi o Scotta Lyncha, on raczej z Twin Peaks nie ma nic wspólnego.;) To autor fantasy (konkretnie cyklu "Niecni Dżentelmeni"), chociaż nie polski, ale świetny. Do końca tygodnia zapewne stworzę mu jakąś recenzję.:)
OdpowiedzUsuńZ chęcią przeczytam, przyznaje, że nie słyszałem o tym pisarzu.
OdpowiedzUsuń